500 mln PLUS czyli jak rząd środkami na kulturę wzbogaca Czartoryskich.

Drukuj

Partia Razem od wczoraj bombarduje nas infografiką jakoby państwo Polskie wykupiło Damę z gronostajem za 500 mln zł. Choć przesłanie nie jest prawdziwe, że za jeden obraz przetransferowano taką sumę, to jednak sytuacja w której rząd wykupuje prywatne, ale upublicznione zbiory sztuki jest pewnym kuriozum. Nie chodzi nawet oto, że to powrót do pewnej tendencji od której rząd Platformy starał się odchodzić, tendencji patrzenia na Kraków jako główny ośrodek kulturalny kraju, który przez dekady był zalewany nieproporcjonalnie środkami finansowymi. Chodzi oto, że zaczynamy zaprzeczać podstawowemu założeniu liberalnej demokracji – postrzeganiu własności prywatnej jako coś normalnego i wiary w to, że może ona służyć dobru wspólnemu. To powrót do rozumowania PRLowskiego, które jak widać jest tak skrajne, że nie tylko boli nas liberałów, ale i przeraża nawet socjalistów.

Książki na Poczcie
To nie jest kadr z partyjnej księgarni, a wizja kultury forsowana przez Pocztę Polską w Łodzi.

Państwo jest tworem prawnym powołanym przez mieszkańców, aby pełnić dla niego pewne funkcje. Choć przez ostatnie 27 lat skupiało się ono na wielu płaszczyznach głównie związanych z bogaceniem się społeczeństwa to jednak trudno się nie zgodzić z tym, że jednym z priorytetowych zadań państwa powinno być dbanie o rozwój kulturalny narodu. Powinno być, ale różnie z tym bywało. Prawo i Sprawiedliwość od samego początku boi się kultury. Nic dziwnego, gdyż twórcy to ludzie niezależni, inteligencja, która swą otwartością nie mieści się w wizji społeczeństwa Dobrej Zmiany. Z tego powodu Jarosław Kaczyński nieśmiało kroczy drogą wielu watażków próbując kulturę wziąć pod skrzydła państwa. Staje się jednocześnie mecenasem jak i krytykiem. Środki publiczne zaczynają płynąć do odpowiednich wydawnictw, na odpowiednie przedstawienia i filmy, a w instytucjach publicznych eksponowane są odpowiednie książki. Oczywiście jakość i rozsądek to nie mierniki w tym równaniu. Obrazy z kolekcji Czartoryskich były od lat eksponowane publicznie, co gwarantował statut fundacji. To praktyka nie dość, że powszechna w Europie to jeszcze niebywale wygodna dla państwa. Wspomaga ona co prawda cyklicznie większym lub mniejszym wsparciem właścicieli, ale jednocześnie zdejmuje sobie z głowy problemy związane z konserwacją czy eksponowaniem. To sytuacja w której zarówno państwo, właściciele jak i społeczeństwo jednocześnie wygrywają. Jest to także forma najbardziej optymalna finansowo, a w wysuszonej z pieniędzy kulturze każdą złotówkę ogląda się dwa razy. Pieniędzy, które oddajemy jako społeczeństwo Czartoryskim i które faktycznie nic nie zmieniają poza aktem własności, można było wykorzystać na wiele celów. Przede wszystkim dofinansować dziesiątki, jak nie setki teatrów czy muzeów w których twórcy czy pracownicy, aby żyć za pensje inną niż minimalna muszą dorabiać. To właśnie boli najbardziej. Przez lata rządów Platformy Obywatelskiej mówiliśmy ludziom o wzroście wydatków na kulturę, choć w dużej mierze środki te szły na budowę okazałych gmachów czy rozwój i tak dobrze radzących sobie instytucji. Gdy władze objęło deklarujące inwestowanie w ludzi, a nie beton Prawo i Sprawiedliwość twórcy oczekiwali z nadzieją, że coś się zmieni. Zmieniło się. Państwo przestało skupiać się na rozwoju najlepszych, zaczęło się skupiać na dbaniu o honorowe prawo posiadania i kształtowania kultury przez siebie. Czyżby cel wydawał się tak prosty jak budowa nowego narodu? Przejrzyjcie nową podstawę programową szkolnictwa, a zauważycie, że nie chodzi tu tylko o dziwne transfery finansowe ministerstwa.

Czytaj również